Czy warto uczyć dzieci pracy
W dzisiejszych czasach u rodziców jak i u dziadków obserwuję tzw. kult dziecka. Po pierwsze traktuje się je jak króla, któremu wszystko wolno. Po drugie zabrania się mu przemęczać, a już o jakiejkolwiek pracy nie ma mowy. Obydwie rzeczy są niedopuszczalne, jeśli chcemy wychować je tak, aby nie żałować w przyszłości. Jak również niedopuszczalne ze względu na dzieci robiąc im przez takie traktowanie krzywdę na całe życie.
Wyżej wspomniane osoby razem z psychologami na czele twierdzą:
- dziecko zdąży się jeszcze w życiu napracować,
- nie warto uczyć je pracy tak wcześnie,
- praca wyzwala w dziecku niepożądane emocje,
- przyjdzie czas, że samo podejmie decyzję kiedy pracować.
Nie zgadzam się z tym!
Naturalne zachowania
Naturalnym odruchem dziecka od małego jest nieodparta chęć posiadania. Na tle tego odruchu powstaje wiele konfliktów pomiędzy maluchami już od piaskownicy. Wciąż słyszę jak na placu zabaw przed blokiem od czasu do czasu zapłacze jakiś maluch i widzę jak jedno drugiemu ze złością wyrywa zabawkę. Już od małego powinniśmy uczyć, że jeśli zabawka nie jest jego należy ją oddać lub też poprosić właściciela zabawki o chwilę zabawy.
Inne niepożądane reakcje, które wyzwalamy w dziecku od jego młodzieńczych lat to dawanie wszystkiego czego tylko chce. W przyszłości będzie żądało ono od innych dzieci rzeczy, które nie są jego, bo mama lub tata nie tłumaczyli prawa własności naszej i cudzej.
Niestety dziecko nie rozumie, że aby cokolwiek posiadać trzeba na to zapracować. Dziecko, które tego nie rozumie wciąż będzie myślało, że rodzic musi mieć pieniądze kiedy tylko przyjdzie mu na to ochota. Poza tym warto je uczyć pracy gdyż kształtujemy w nim:
- szacunek do rodziców,
- rozumienia, że nie ma nic bez pracy,
- umiejętność pracowania,
- poszanowania tego co zarobią i tego co zarobili inni,
- samodzielności.
Jeszcze się zdąży napracować
Nie zgadzam się z częstą gadką wielu, że “jeszcze się zdąży napracować”. To nieprawda!
Jeśli dziś nie nauczymy dzieci pracować jutro może być za późno. Nie zapominajmy o tym, że nauka pracy jest bardzo żmudna i wymaga konsekwencji ze strony rodziców. My, rodzice mamy posłać w świat dzieci, które muszą poradzić sobie w życiu. W im więcej atrybutów je wyposażymy, tym łatwiejszy będą miały start.
Posłużę się tu przykładem mojego dobrego znajomego. Był wychowywany od małego jako dziecko za które tata i mama robili wszystko. Gdy dorósł, stwierdził bardzo smutną dla niego rzecz.
- Czy mógłbym ci w czymś pomóc? - zapytał,
- Czemu nie ? odpowiedziałem.
Poprosiłem go o wkręcenie śruby wkrętakiem. Szło mu fatalnie. Widząc mój wzrok ze smutkiem w oczach powiedział:
- Wiesz Grzegorz, mój tata nigdy mi nie pozwolił pomagać mu. Dlatego dziś jak widzisz, nawet nie umiem trzymać w ręku ani wkrętaka, ani młotka.
Żal mi się go zrobiło, ale taki jest efekt naszego wychowania dzieci jeśli nie spojrzymy dobrze w przyszłość.
Praca daje dzieciom wiele radości
Jednym z moich sposobów do nauczania dzieci pracy są zakupy. Za każdym razem gdy chodzimy na zakupy, dwoje moich dzieci zajmuje się pchaniem wózka z zakupami. Po zrobieniu zakupów pieniądze z wózka ( zazwyczaj 2 zł ) mają dla siebie. Może nie są to wielkie pieniądze, ale chodzi o to, by dzieci uczyły się pracy, zbierania i oszczędzania. Gdy każde z nich uzbiera sobie po 20 zł, wtedy kupują sobie cokolwiek chcą. Żebyście wiedzieli ile przy tym mają radości i uciechy, jak długo oglądają zabawki, z jakim rozsądkiem dysponują swoimi pieniędzmi. Aż miło popatrzeć na ich uśmiechnięte buzie jak wybierają rzecz, na którą sami zapracowali. To co wieńczy takie zakupy to fakt, iż kolejne zbieranie pieniędzy z koszyka przysparza im jeszcze bardziej ekscytujących planów i chęci do pracy. Z niecierpliwością oczekują dnia, w którym idziemy na zakupy.
Niektórzy powiedzą, że to jest zbyt ciężka praca dla dziecka. Tak, praca była, jest i będzie ciężka, a nasze pociechy muszą o tym wiedzieć od małego.
Innym razem zabieram ich czasem do pracy. Robię to tylko wtedy gdy przewiduję, że nie będą mi przeszkadzać i mogą mi w czymś pomóc. Również wtedy wynagradzam ich pieniężnie, ale jak już wspomniałem nie są to duże kwoty ( również dobrym wynagrodzeniem mogą być słodycze ). Oczywiście nie pracują cały czas. W tym czasie:
- dużo rozmawiamy, poruszając tematy na które nie ma czasu podyskutować,
- dzieci czytają książki,
- rysują i uczą się.
- mają czas się zdrzemnąć, bo czasem wyjeżdżamy o 5:00 rano.
Czy myślicie, że zmuszam ich do tego? Nigdy! Dla nich to wielka frajda. One nie mogą
się doczekać, kiedy im na to pozwolę. To jest dobry znak, że pragną ze mną przebywać.
Nie zawsze płacić
Istnieje też wielkie zagrożenie, o którym warto wspomnieć. Nie możemy płacić dziecku za wynoszenie śmieci, zmywanie naczyń, odkurzanie, sprzątanie pokoju, czy jakieś inne obowiązki domowe. W tych przypadkach nie może być mowy o płaceniu za pracę, ponieważ są to czynności dotyczące porządku, czystości i opiekowania się miejscem, w którym wspólnie mieszkamy, odpoczywamy i przebywamy przez większość czasu.
Poznałem kiedyś kobietę, która wynagradzała finansowo swoją córkę za czynności domowe. Po pewnym czasie zobaczyła ona wielki minus tego pomysłu. Otóż, dziecko nic w domu nie chciało zrobić bez zapłaty. Czym zapłaci jeśli kiedyś zabraknie jej pieniędzy?
Naprawdę warto uczyć dzieci pracy
Kierujmy się mądrością w podejmowaniu jakichkolwiek decyzji. Każda z nich ma wielkie konsekwencje w przyszłości, każda z nich kształtuje rozwój naszych pociech. Nie zapominajmy o tym, że one kiedyś będą nas albo przeklinały albo nam dziękowały za to jak prowadziliśmy je przez życie w młodości. I tym samym odpłacą nam na starość. A więc warto!
Jeśli macie swoje pomysły, w jaki inny sposób możemy uczyć dzieci pracy, czekamy na Wasze maile. W tym celu prosimy o skorzystanie z formularza kontaktowego. Najciekawsze przedstawimy na naszym serwisie.
Grzegorz Gontarczyk, 27 września 2007
Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, to zachęcamy do subskrypcji naszego biuletynu. Po zapisaniu się jako bonus dostaniesz w prezencie krótki, darmowy poradnik pt. "8 sposobów na więcej czasu dla dzieci"

15 marca 2008 o godz. 20:08
Każde dziecko jest odrębną jednostka , że tak to określę mój syn wnet sześciolatek od 3 lat woli wykonywać drobne prace w domu ( mam na myśli sprzątanie własnego pokoju, pomaganie przy sadzeniu roślin). Mój synek woli popracować niż sie pobawić, więc jak widać nie wierzy chyba nikomu, że zdąży sie napracować. Czasem myślę , że to jaki jest to wina tego iż jest sam i nie ma rodzeństwa. czy mam rację?
Pozdrawiam wszystkich
15 marca 2008 o godz. 22:10
Osobiście nie lubię określenia “jednostka”, bo takim właśnie posługują się psychologowie. Człowiek to nie wojsko i zawsze jest człowiekiem, nie jednostką.
Bardzo nas cieszy, że twój synek rwie się do pracy. Pracowitość przyda mu się w życiu. Ważniejsze od tego, czy zdąży się napracować czy nie jest to, czy będzie w ogóle umiał pracować. Skoro twój syn sam bierze się za robotę, to możesz być spokojna o niego. Ja radził bym jednak zachować ostrożność, bo dzieci są zapominalskie i po zapał mają często słomiany. Szybko zapominają to co dobre i spowrotem popadają w stagnację. Dlatego my- rodzice musimy im ciągle przypominać o ich obowiązkach. Właśnie sprzątanie pokoju moim zdaniem jest dla dziecka pierwszym poważnym obowiązkiem.
30 lipca 2008 o godz. 18:06
Uważam że dzieci powinny byc uczone samodzielnosci we wszystkim, wiec i kłania się tu tez aspekt pracy domowej itp…
Samemu ubrać się, to na poczatku praca dla malucha, a potem zwykla czynnosc, podobnie jak posmarowanie sobie kanapki czy nalanie sobie wody do szklanki…czy mycie po sobie wanny, WC…
Taka samodzielnosc jest naturalna czynnoscia u dzieci, ktora przeradza się potem w zastepowaniu i prac w domu itp.
To jest kształtowanie nawykow życiowych na podstawie naszych pokazywanych wzorcow…
Własciwie wszystko jest pracą jak słuzy samodzielnosci i dobru ogólnemu.
Natomiast praca np. “edukacyjno-rozrywkowa” słuzaca zabiciu czasu, jak durnowate gry uczace przemocy, niczemu nie słuzy, wiec i nie jest pracą.
Ale przebywanie przed komputerem korzystajac z nauki języka czy innej umiejetnosci, to już co innego…
Ogólem wszelkie czynnosci dające godnosc ludzka jak utrzymanie czystosci, porzadku, itp nie są często traktowane jako praca (bo wykonywana przez kobiety i to nieodpłatnie, wiec nieceniona), a bez nich nie da sie nauczyc szacunku do innych prac, ktore trzeba zrobic by funkcjonowac a nie potem żerowac na cudzej pracy…