Edukacja domowa

szacunek ,autor: flickr.com/photos/ariannemccarthy1W Polsce jest to mało popularna forma nauczania dzieci, ale w innych krajach jest bardzo rozpowszechniona. .Dom jest idealnym środowiskiem, w którym dziecko może się nie tylko dobrze rozwijać ale także doskonale kształcić

Dlaczego edukacja domowa to dobry wybór

Jest wiele przyczyn dla których warto zdecydować na tę formę nauczania. Przede wszystkim chyba każdy chce dla dzieci jak najlepiej, każdemu z nas zależy aby nasze pociechy wyrosły na mądrych, dobrze wychowanych i mających swoje zdanie na dany temat, dobrze decydujących o swoim życiu. Edukacja domowa daje tę możliwość.
Przede wszystkim nauczanie domowe sprawia, że:

  • dzieci mogą uczyć się rzeczy poza programowych zaspokajając swoje zainteresowania,
  • nauka trwa krócej ze względu na skupieniu uwagi jednej osoby na jedno lub dwoje dzieci,
  • można je uczyć w każdej chwili i o każdej porze kiedy w pobliżu jest tata lub mama, (podczas gotowania obiadu, jazdy samochodem czy też podczas spaceru ),
  • dzieci mają więcej czasu na rozrywkę i przebywanie na świeżym powietrzu,
  • przez cały czas przebywania z rodzicami, dzieci mogą uczyć się z ich doświadczenia,
  • nie nabierają głupich manier czy odzywek od rówieśników lub starszych dzieci,

Inne korzyści wypływające z nauczania w domu

Wraz z małżonką podjęliśmy się tego wyzwania edukowania dzieci w domu i nie żałujemy. Korzyści jakie miały płynąć w teorii sprawdziły się w moim przypadku w praktyce. Nasze dzieci przede wszystkim odkąd nie chodzą do szkoły nie chorowały ani razu. Tylko najmłodszy Mieszko tylko raz przez tydzień miał katar. A więc nie wydawaliśmy pieniędzy na leki, leki nie uszkadzały im organizmu i przy okazji nie zarażały innych.
Nie ma się co dziwić, że ze szkoły gdzie przebywa na jednej przerwie ze sobą około 300 osób dzieci przynoszą różnego rodzaju choroby, które szybko rozpowszechniają się na młodsze rodzeństwo i rodziców.
Jeszcze inną korzyścią jest fakt, że rodzice nie tracą czasu i pieniędzy na dojazd do szkoły ( bilety czy benzynę ). Pamiętam jak wciąż musiałem szybko gnać na złamanie karku aby zdążyć odebrać dzieci przed 18.00 co mogło się dla mnie źle skończyć. Jak naprawdę wiedziałem, że nie zdążę je odebrać, żona musiała brać wózek z małym jeszcze dzieckiem i iść 1,5km po dzieci niejednokrotnie w deszczu czy mrozie.
Poza tym dzieci tracą w szkole czas na przerwy, przechodzenie z klasy do klasy czy przebywanie na świetlicy. W domu w tym czasie mogą się zdrzemnąć, pobawić się z rodzeństwem czy przyjaciółmi z okolicy.

Trzy najważniejsze rzeczy potrzebne do zdecydowania się na edukację domową

  1. Pragnienie.

Najpierw musicie mieć pragnienie w sobie, aby dzieciaki dorastały Wam w rodzinnym gronie i umiały więcej niż inne dzieci, były zaradniejsze niż te kształcone państwowo i zrozumieć, że to jest nasza przyszłość.

  1. Konsekwencja.

Tylko jeśli jesteście konsekwentni w swoich działaniach możecie czegokolwiek dopiąć do końca. Jeśli nie jesteście pewni, że wytrwacie w tym postanowieniu nie ma co zaczynać. Zazwyczaj ludzie pewni swego dochodzą do sukcesu.

  1. Dobra organizacja dnia.

Przed rozpoczęciem nauki w domu musicie dobrze zorganizować sobie dzień. Pozbyć się zajęć niepotrzebnych, które zabierają czas, przesunąć sprawy, które mogą przeszkadzać i wkomponować nauczanie dzieci w nasze obowiązki.

Czy stracisz dużo czasu dla siebie

Kiedy zaczynaliśmy edukację domową naszych dwojga dzieci zmieniliśmy plan całego tygodnia. Początkowo obawialiśmy się, że braknie nam na to czasu choć teoretycznie powinno każdemu go wystarczyć. Okazało się faktycznie, że nie tylko znalazł się czas na nauczanie, ale nawet mamy więcej czasu dla siebie, ponieważ wiele go traciliśmy na zbędne i nie przynoszące nic dobrego rzeczy.
Po pierwsze zrezygnowaliśmy z telewizora, który był dla nas największym zabójcą czasu. To nie oznacza, że dzieci są pozbawione bajek. Mamy kilkanaście kupionych i oglądamy je w weekend wszyscy razem. Po drugie podzieliliśmy się przedmiotami, których mieliśmy nauczać. Żona uczy je do południa przez dwie godziny, ja gdy wrócę z pracy dwie godziny, w sobotę i niedzielę po jednej godzinie.
W międzyczasie dzieci mają czas na zabawę, czytanie książek, wyjście na plac zabaw i kontakt z innymi dziećmi z osiedla. Razem z żoną mamy dla siebie dużo czasu wieczorami.

Czego wymaga kuratorium

W zasadzie nic wielkiego. Przede wszystkim należy znaleźć dyrektora szkoły, który się na to zgodzi. Dyrektor wcale się nie musi zgodzić, ale w dzisiejszym czasie jest dowolny wybór szkoły do której może uczęszczać dziecko. Więc trzeba czasem trochę poszukać. My nie mieliśmy żadnego problemu, a nawet dyrektorka szkoły, do której wcześniej chodziły, potraktowała tą sytuację dla siebie jako pracownicze doświadczenie.
Po znalezieniu odpowiedniej szkoły, należy złożyć prośbę o taki rodzaj nauczania umotywowany kilkoma zaletami. Kolejny krok to kontakt z nauczycielami danych przedmiotów, aby dowiedzieć się o materiał, z którego będą egzaminy. Następna wizyta w szkole to już egzaminy semestralne, a w przypadku uczniów klas I – III roczne. Oczywiście nie zaszkodzi od czasu do czasu wpaść do nauczycieli aby wiedzieli, że jesteście zainteresowani dobrem waszych pociech i nawiązywać z nimi bliższy kontakt.
Po zdaniu egzaminów wasze dzieciaki otrzymają pełnoprawne świadectwa szkolne z pieczęciami. I jeszcze jedna ważna rzecz. Dzieci nauczane domowo prawnie nie zdają egzaminów z wychowania fizycznego, plastyki, muzyki i techniki.
I jeszcze jedno. Nie jesteśmy pedagogami. Nie jest tak strasznie jak myśleliśmy na początku. Dzieci bez problemu zdają egzaminy semestralne i mamy w dodatku z tego wielką satysfakcję.
A swoją drogą wiele rzeczy teraz z chęcią my się sami uczymy. W kolejnych artykułach będziemy szczegółowiej omawiać tą tematykę.
Fot. Anrea_R

Grzegorz Gontarczyk, 31 marca 2008

Kategorie: Artykuły, wychowanie |

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, to zachęcamy do subskrypcji naszego biuletynu. Po zapisaniu się jako bonus dostaniesz w prezencie krótki, darmowy poradnik pt. "8 sposobów na więcej czasu dla dzieci"

Imie:
Email:
Przepisz kod:

Podobne artykuły



14 komentarzy

  1. Przemek napisał(a):

    Faktycznie to świetny pomysł. Nie sądziłem, że to tak mało skomplikowane od strony formalnej!
    W dzisiejszych czasach strach posłać dziecko do szkoły, i nie chodzi tylko o grypę, którą może przynieść do domu. Przemoc, wpływ rówieśników i żałośnie słaba kadra pedagogiczna. Z własnego doświadczenia wiem, że w klasach gimnazjalnych już prawie nie odbywają się lekcje, bo trudno tam zaprowadzić porządek.

  2. Grzegorz napisał(a):

    To prawda, przemoc, wpływ rówieśników i słaba kadra pedagogiczna to również wielkie zagrożenie dla dziecka. Temat jest bardzo szeroki i z pewnością będziemy go opisywać dalej. Jest jeszcze wiele innych aspektów, ale nie da się wszystkiego opisać w jednym artykule, bo trzeba by napisać książkę. Polecam kolejne artykuły z tego tematu, które niebawem się pojawią i które głębiej będą traktowały każdą ze spraw dotyczących edukacji domowej.

    Pozdrawiam

  3. Balin.pl napisał(a):

    Oczywiscie, że można atakować polską szkołę, że jest zła, nauczyciele niedouczeni, przemoc w szkole, choroby i tak dalej i tak dalej.
    Zanim jednak zaczniemy krytykować powinniśmy zadać sobie pytanie … co ja robię aby “moja” szkoła była taka jak bym chciał a moje dziecko edukowało się zgodnie z moimi oczekiwaniami?
    Nie będę odpowiadał na to pytanie za kogoś. Mogę powiedzieć co ja robiłem do niedawana - NIC!
    Powiem tak. Gdyby każdy z rodziców zrobił cokolwiek więcej od tego co robi w tym momencie to ta właśnie szkoła byłaby lepsza…
    Może brzmi to patetycznie, niemniej nie każdy sam zrobi sobie taki rachunek sumienia i odpowie na to pytanie zanim podniesie kamień na polską szkołę!

    Pozdrawiam Paweł

  4. Grzegorz napisał(a):

    W tym momencie to nie ważne czy to jest polska szkoła, amerykańska czy chińska. Każda szkoła będzie nierealnym miejscem do uczenia się. Z tych właśnie powodów. To nie jest naturalne środowisko dla nauki dziecka. Przede wszystkim jest to spowodowane, że dzieci między sobą głupieją do reszty - stąd przemoc, nauczyciele opiekują się nieswoimi dziećmi więc zazwyczaj nie zależy im na nich, a z chorobami już tak jest, że tam gdzie jest wiele organizmów to one najbardziej się rozwijają.

    I niestety jako jednostka nic na to nie poradzisz chociażbyś chciał. Wiesz dlaczego? Ponieważ innym na tym nie zależy. Ale jako jednostka możesz dużo zrobić dla swoich dzieci.

    I na koniec. Wiesz jak bardzo nienaturalnie rosną drzewa posadzone bardzo blisko siebie ? Mają cienkie pnie, krótkie gałęzie i małe listki, a mocniejszy huragan powalając kilka drzew powoduje wiatrołom i wszystkie się przewalają. Ale bardzo naturalnie rośnie drzewo i pięknie wygląda gdy rośnie na uboczu: ma gruby pień, silne, rozłożyste konary i duże liście. I takie drzewo oprze się niejednemu huraganowi.

    Ja próbowałem coś zrobić w szkole, uwierz. Ale nic nie dały moje wysiłki. Spróbuj i Ty, a przekonasz się o tym samym.

    Pozdrawiam
    Grzegorz

  5. RAFi napisał(a):

    Czesc

    Zainteresowal mnie ten artykul, jednak pojawia sie pytanie: Co z przedmiotami scislymi?
    Jako rodzice nie jestesmy expertami w kazdej dziedzinie. Wiec co z przedmiotami jak: Chemia? Biologia? i ew. Historia?
    Plus zdaje sie ze jedno z rodzicow musi byc caly czas w domu z pociechami? Wiec tylko jeden rodzic pracuje…
    Dodam moze ze nie mieszkamy w Polsce wiec nawet nie wiem jak ta sprawa wyglada tu.
    Ale naprawde jestem tym zainteresowany, zwlaszcza patrzac na sytuacje w szkolach i wychowanie dzieci na ulicy…
    bylbym wdzieczny za kontakt.
    Rafal.ziaja@ntlworld.com

    Pozdrawiam

  6. ewka napisał(a):

    witam,
    a co, pytam ,z wielką rolą jaką odgrywa nauka dziecka jak żyć w społeczeństwie innym od życia w rodzinie?jak dziecko uczące się w domu ,mające kontakt jedynie z rodzicami, rodzeństwem ,kilkoma dziećmi ma nauczyć się siebie i reguł jakie panują w normalnym życiu? Przecież gdy dorośnie nie będzie miało żadnych doświadczen związanych z relacjami poza rodzinnymi Zbytnia ochrona dziecka przed światem szkodzi.I nie zwalajmy winy na nauczycieli czy inne dzieci ,bo nasze dzieci też się zaliczają do tych innych dla obcych.Lepiej nauczmy je dobra i by umiało przeciwstawiać się gdy dzueje się coś złego. pamiętajcie szkoła nie wychowuje,a uczy .To my rodzice jesteśmy odpowiedzialni za wychowanie!!!

  7. kasja napisał(a):

    Uwazam,ze to jest swietny pomysl.Mam troje dzieci.Syn majac 7 lat cudem uszedl z zyciem ,w szkole.Leczenia dziecka po takich przezyciach jest dlugie i uciazliwe,dla niego i calej rodziny.Wspomne jeszcze,iz dziecko nie chce uczeszczac do szkoly i trudno sie dziwic.Rodzenstwo ma,rowniez utrwalony zly stosunek do tej instytucji.Najwieksze konsekwencje ponosi poszkodowany i jego bliscy (materialne,rowniez).Komitet ochrony praw dziecka umywa rece tak jak rzecznik praw ucznia,a o sadach nie wspomne.”Bo szkola moze miec w swej naturze prawo do tuszowania takich spraw”.Dobre wychowanie nazywane jest przez psychologow-nieprzystosowaniem.Jesli poradzisz sobie z jednym agresorem,moze namowic innych.Zawsze znajda ofiare.Po moim synu znalezli drugiego chlopca.Czy nauka w domu odcisnie na psychice dziecka takie pietno ?Absolutnie-NIE.Od jakiej grupy rowiesniczej izolacja ? Wole miec swiadomosc i pewnosc,ze moje dziecko jest bezpieczne.Poruszylam tylko jeden problem.

  8. domowa edukatorka napisał(a):

    Kasja, ja edukuję domowo moja córkę od września tego roku. Wymaga to wiele wyrzeczeń i czasu (nie zrezygnowałam z pracy zawodowej), ale satysfakcja gwarantowana. Odkrywamy jak wiele radości może dawać poznawanie świata, przy okazji widać, jak wiele zaległości powstało po nauce szkolnej - teraz można to wszystko nadrobić. Trzymam za Ciebie kciuki, jeśli tylko czujesz się na siłach i wierzysz, w to co robisz, dasz radę. Powodzenia!

  9. grzegorz napisał(a):

    Witam serdecznie.

    Niestety pewne sprawy dotyczące mieszkania i kolejne nowo narodzone dziecko spowodowało braki czasowe. Nie wiem czy odpowiedź będzie jeszcze aktualna, ale pomimo wszystko odpowiem na pana wątpliwości.

    Jeżeli chodzi o przedmioty ścisłe w sumie nie ma z tym większego problemu. Do każdego z wymienionych przedmiotów są książki, których autora podają nauczyciele. A więc wszystkie podstawowe wiadomości jakich wymagają nauczyciele na egzaminach są w nich zawarte. Oczywiście przy okazji samemu ucząc dzieci i czytając książkę dowiaduję się wiele ciekawych rzeczy. Dodatkowo korzystamy z wiadomości zawartych w internecie, jeśli widzę że jest coś interesującego w danym temacie. Muszę również przyznać, że czasami nauczyciel zadaje na egzaminie pytanie, na które nie ma odpowiedzi ani w książce, ani nie wyczytaliśmy z internetu. Nie przejmujemy się tym bardzo, gdyż nie jesteśmy nastawieni na wyniki. I tak wiemy, że nasze dzieciaki wiedzą więcej niż te ze szkoły.

    Wydaje nam się, że w gimnazjum też nie powinniśmy mieć trudności, ale w liceum czy technikum mogą się już pojawić. Zawsze w ostateczności jak czegoś nie zrozumiemy to możemy skorzystać z pomocy nauczyciela czy jakiegoś korepetytora.

    Jeśli chodzi o pracę to faktycznie jeden z rodziców musi nie pracować. Ciężko by było to połączyć razem, chyba że pozostający w domu rodzic ma możliwość pracy w domu lub zabierania dzieci do pracy, ale wiem że to rzadkie przypadki.

    W razie jakichkolwiek innych pytań służę odpowiedzią.

    Pozdrawiam

  10. grzegorz napisał(a):

    Odpowiadam Ewce.

    Na wstępie napiszę, że nie rozumiem pewnych sloganów użytych przez Ciebie i o co w nich chodzi.
    1. Co to znaczy uczyć się siebie ?
    2. Jakie reguły panują w normalnym życiu ?
    3. Jakie doświadczenia masz na myśli ?
    4. Kiedy nadmierna ochrona przynosi coś złego ?

    Na resztę odpowiem tak. Od kiedy to wrzuca się kogoś kto nie umie pływać od razu do morza ? Kto pozwala przyszłemu kierowcy jeździć po mieście bez instruktora ? Dlaczego jeśli chcesz mieć jajko na twardo to wrzucasz je najpierw do zimnej wody, potem gotujesz, a dopiero na końcu rozbijasz skorupkę ?

    Otaczający nas świat uczy pewnych zachowań. Niestety my ludzie, szukamy mądrości w sobie, a nie tam gdzie mądrość leży i wystarczy tylko się jej przyjrzeć. Trudno jest żeby wyuczone dobro w dziecku przetrwało wśród złego. Przeważnie przeradza się ono w zło, albo zostaje zniszczone dziecko.

    Ja nie mam zamiaru robić doświadczeń na swoich dzieciach (od tego są króliki). Nie mam zamiaru wysyłać ich na poligon doświadczalny dopóki nie będą umieli się pewnie obronić.

    I jeszcze jedno. Właśnie dlatego, że jestem odpowiedzialny za wychowanie nie dam tego szkole zniszczyć. Bo choć zadanie szkoły jest uczyć to mimowolnie staje się wychowawcą, gdyż dziecko wychowuje otoczenie, w którym się znajduje.

    Proszę to spokojnie przemyśleć.

  11. muza napisał(a):

    mysle, ze dzieci niepelnosprawne np.wada słuchu wiele skorzystaja, niz w masowej szkole.
    nie ma czegos takiego, ze cos nie dotarło, i nie wstydzi sie zapytac zeby zrozumiec sens co mówi sie do niego…

    inna sprawa, to osoby mieszkajace na wsi, nie musza martwic sie o to, jak maja dojechac dzieci, i jak je odebrac na czas…

    w domu łatwiej tez o intergracyjne programy do nauki jezyka obcego, niz w szkole, gdzie wcale nie ma nowoczesnych metod nauki do tej pory…

  12. dav napisał(a):

    Popieram edukacje domową! Moja młodsza córka przez cały poprzedni rok nie potrafiła odnaleźć się w przedszkolu. Nauczycielka mówiła nam, że MUSIMY przeczekać. W końcu (po roku “przeczekiwania”) i sugestiach o wizycie u psychologa, zabraliśmy ja stamtąd. Oczywiście wcześniej były rozmowy z dyrekcją i propozycje z naszej strony, żeby żona zostawała z córką w przedszkolu póki dziecko poczuje się w nim dobrze. Niestety dyrekcja nie zgodziła się na to, ale jak zabraliśmy dziecko z przedszkola, zaproponowała wysłanie córki do klasy “0″. Hm… dziecko skończy w styczniu 5 lat, więc pomysł o zerówce uznaliśmy za niezbyt zachęcający. Żeby jednak nie było, że odrzucamy sugestie dyrekcji umówiliśmy się z żoną na rozmowę z panią z zerówki. Rozmowa była długa i o dziwo pani okazała się bardzo sympatyczną i miłą osobą. Zgodziła się bez problemy na obecność żony w klasie, a podglądając jej pracę z dziećmi zobaczyliśmy w niej osobę z najwyższymi kompetencjami do pracy z dziećmi. Córka chodzi drugi tydzień do zerówki. Dziś pierwszy raz została sama (bez mamy). Jak było? dowiem się jak wrócę do domu, ale skoro żona nie dzwoni to zakładam, że było dobrze :)
    Sprawa edukacji domowej jest naprawdę super fajna. Nie można jednak generalizować. Gdybym zaproponował coś takiego mojej starszej córce to chyba by się na mnie obraziła :) Jest zżyta bardzo z koleżankami i sądzę, że w tym przypadku wiele by straciła. Nie wahałbym się jednak ani chwili żeby edukować dzieci w domu gdybym widział, że w szkole dzieje sie im jakakolwiek krzywda (emocjonalna, psychiczna czy, nie daj Bóg, fizyczna).
    Rolą każdego rodzica jest przede wszystkim troska o swoje dziecko. A jak to robić? To już każdy rodzic musi sam wiedzieć… Fajna stronka. pozdrawiam!

  13. Grzegorz napisał(a):

    To prawda. Starszym dzieciom jest trudno się przestawić. To jest już styl życia, który staje się przyzwyczajeniem. Niestety z czasem nie mamy odwagi na zmianę jakiegokolwiek trybu życia, ale… Czasem warto zmienić coś na lepsze nawet jeśli to kosztuje. Swoją starszą córkę zacząłem edukować od czwartej klasy. I oczywiście pierwsze reakcje nie były pomyślne. Ale w takim przypadku należy nie tylko uświadamiać dziecku, że jest w lepszej sytuacji, ale też stwarzać sytuacje, które mu jasno pokażą tą lepszość.

    Na przykład, kiedy dzieci uczą się w szkole, my wyjeżdżamy w tym czasie na wycieczkę rowerową, albo do kina, albo wyjeżdżamy gdzieś na weekend. Kiedy dzieci chodzące do szkoły muszą wstawać o 6.30 żeby dotrzeć do szkoły na 8.00, moje dzieci zdają sobie sprawę, że one śpią do 8.00. Teraz dzieci w szkole mają zajęcia, a my od wczoraj mamy już ferie, bo jesteśmy po egzaminach i na stoku na Szczęśliwicach mogliśmy sobie do woli zjeżdżać na sankach bez tłoku. Dzieci w szkole mają 2 tygodnie ferii, a moje dzieci 4 tygodnie, bo nie tylko tydzień wcześniej jesteśmy po egzaminach, ale też o tydzień później zaczynamy naukę. Podobna sytuacja jest w wakacje. A w sąsiedztwie i u znajomych też są koleżanki, z którymi może spędzać czas.

    Pozdrawiam wszystkich naszych czytelników.

  14. Gombro napisał(a):

    Ciekawy artykuł na ciekawy temat. Nie chce wypowiadać się za bardzo nad plusami domowego wychowania sensu stricte bo sam poslalem swojego syna do przedszkola. Ale chciałbym dodać cos od siebie w temacie wlasnego wkladu w edukacje pociechy. Mam na myśli czas poświecany dziecku kiedy staram się wykorzystać go jak najlepiej. Często korzystamy z rożnego rodzaju gier edukacyjnych, które uważamy za jedna z lepszych i pelnowartosciowych sposobów na zabawę i naukę w jednym.

Zapraszamy do komentowania

Uwaga: Komentarze są moderowane, dlatego mogą pojawiać się z opóźnieniem.